Almost as good as the real thing.brak tłumaczenia na ten język
I can vouch for it's purity.brak tłumaczenia na ten język
I made it myself.brak tłumaczenia na ten język
Not for the faint of heart.brak tłumaczenia na ten język
Almost as good as the real thing.brak tłumaczenia na ten język
I can vouch for it's purity.brak tłumaczenia na ten język
I made it myself.brak tłumaczenia na ten język
Not for the faint of heart.brak tłumaczenia na ten język
A small, but mighty dose.brak tłumaczenia na ten język
It doesn't look like much.brak tłumaczenia na ten język
But it'll do.brak tłumaczenia na ten język
Pick your poison.brak tłumaczenia na ten język
A delicacy among brigands.brak tłumaczenia na ten język
I don't partake, but I hear it's... agreeable.brak tłumaczenia na ten język
A waste of wine, but to each their own.brak tłumaczenia na ten język
Za twój trud.
Za twój trud.
Jeśli coś mu się stało...
Ja... nie wiem, co bym zrobił.
Poszukaj go, proszę.
Poszukaj go, proszę.
Kto tam?
Możesz mi pomóc?
Kto tam?
O... Wyglądasz znajomo.
Możesz mi pomóc?
Zostałem napadnięty.
O... Wyglądasz znajomo.
Hm... Nie jesteś bandytą.
Przez bandytów, rzecz jasna.
A, to ty.
Niestety muszę niedługo odejść.
Bandyci wrócili.
A Baranek... on...
...
Możesz przestać go szukać.
A, to ty.
Niestety muszę niedługo odejść.
Co ty tu robisz?
Mówiłem, że przyjąłem ich warunki.
Baranek jest bezpieczny.
To najważniejsze.
Nie przejmuj się.
Wypuszczają mnie, żebym robił posępność.
I mógł zobaczyć Baranka.
To mi wystarcza.
Naprawdę. Nie martw się.
Tak jest dobrze.
Mogło być dużo gorzej.
Nie ma go... Baranka.
Szukałem wszędzie.
To moja wina.
Witaj, przyjazna duszo.
Liczyłem, że się jeszcze spotkamy.
Mam dla ciebie dar.
Witaj ponownie.
Pohandlujemy?
Witaj ponownie.
Po... tym wszystkim...
Nie wiedziałem, dokąd pójść.
Więc przybyłem tutaj.
Znasz prawdę... nie?
Widzę to w twoich oczach.
Koniec końców...
Okazuje się, że jestem taki sam...
Jak tamci bandyci.
Jesteśmy tu tylko my?
Ta cisza jest... przyjemna.
Liczyłem, że się jeszcze spotkamy.
Więc mógłbym ci się odpłacić.
Chyba nie mogę już wrócić do ożywionego handlowania.
To ciągły próżny trud.
Nic, co mogłoby się równać z prawdziwym partnerstwem.
Przynajmniej Barankowi się tu chyba podoba.
Twoi „uczniowie” przynoszą mu smakołyki.
Nic mi nie jest. Zostaw mnie.
To mój... towarzysz. Kot.
Poszukasz go?
(głęboki wdech) Jeśli coś mu się stało...
Ja... nie wiem, co bym zrobił.
Poszukaj go, proszę.
To moja wina.
Próbowałem uniknąć rozlewu krwi.
I patrz, jak to się skończyło.
Poszukaj go, proszę.
Nie mieli jasnych umysłów ani pewnej ręki.
Powinienem był tego użyć.
Ale nie jestem mordercą. Nie zarzynam ludzi.
Próbowałem nie robić im krzywdy...
Ale nie ułatwiali mi tego.
Czy to...? Powiedz mi, że nie...
...Baranek?
Zabrali, co tylko mogli.
Zanim uciekli.
Puste? Nie ma tam... sierści?
Zbójcy byli... nienaturalnie silni.
Nie zostawili mi wyboru.
Wrócę do destylowania posępności.
Bo cóż innego mogę robić?
Bo cóż innego mogę robić?
Odrzucałem ich propozycje, ich łapówki.
Aż... (głęboki wdech)
...przynieśli mi jego ogon.
Nie zostawili mi wyboru.
Wrócę do destylowania posępności.
Bo cóż innego mogę robić?
Proszę. Weź.
Nie trzeba mi ich łapówek.
Ich warunki są dla mnie do przyjęcia.
Moje usługi w zamian za bezpieczeństwo Baranka.
Muszę coś wyznać. Ci bandyci...
Znam ich.
Pracowaliśmy razem przez pewien czas.
Chcieli, żebym wrócił na do siebie.
...żeby zapewnić Barankowi bezpieczeństwo.
Wierzę ci.
Może nie to jest mi pisane.
To chyba ostrzeżenie.
Co ty tu robisz?
Mówiłem, że przyjąłem ich warunki.
Baranek jest bezpieczny.
To najważniejsze.
Odłóż to.
Nie zdołam heroicznie uciec.
Nie jestem jak ty.
Jestem... tchórzem.
Nie mogę się zgodzić.
Nawet jeśli zdołam uciec...
Znajdą mnie znowu.
Chyba że...
Może i jest sposób.
A gdybyśmy wyśliznęli się w nocy?
Kiedy moi prześladowcy są pijani tarem?
Tak... to może się udać.
I nikomu nie stanie się krzywda.
Wierzę ci.
Może nie to jest mi pisane.
Ogromnie dużo ci zawdzięczam.
Ale lepiej już idź.
Baranek i ja odejdziemy w nocy.
Nie zauważą tego.
A wszytko to... po co? Dla chwili wytchnienia.
Niewielu stamtąd wraca...
Z miejsca, do którego zabiera je posępność.
Wiesz, ile potrzeba taru, żeby zrobić litr posępności?
A wszytko to... po co? Dla chwili wytchnienia.
Tak smakuje cywilizowany świat.
Rozkoszuj się tym. Ktoś powinien.
Kolejny upojony tarem?
Czy... to?
Przynieś mi to.
Ten podszedł do stojaka na broń.
Ale ja byłem pierwszy.
W ciemnościach... nie było nic widać.
Ten natarł na mnie jak szaleniec.
Sam się nadział na moje ostrze.
Ten przebudził się powoli, ale był wściekły.
Zaczął wyć jak grisha.
Miałem szczęście, że w pobliżu były włócznie.
To było... łatwiejsze, niż się spodziewałem.
Nie umarł od razu.
Ale szybko zakończyłem jego cierpienie.
Brutal nie umarł.
Miotał się.
Przewrócił klatkę Baranka.
On... był pierwszy.
Tar musiał przestać działać.
Nie miałem wyboru.
Baranek!
(miauczy z ekscytacją)
Ogromnie dużo ci zawdzięczam.
Nie... nie wiem, jak ci dziękować.
Może to przyniesie ci spokój?
Ale jeśli potrzebujesz czegoś mocniejszego...
Mogę ci pomóc. Oczywiście nie za darmo.
Bierz, proszę.
To uczciwa wymiana.
Miło robić z tobą interesy.
Przykro mi, ale interes to interes.
Może następnym razem.
Obawiam się, że nie mogę na to pozwolić.