Bracie Smert?
Dołącz do mnie.
Bracie Smert?
Dołącz do mnie.
Rozmawiałeś z Nią kiedykolwiek?
Modlę się codziennie.
I?
Jestem tylko skromnym naczyniem na wolę Matki.
Tak jak i ty.
Oczywiście. Modlę się codziennie.
Wstrzymaj rękę, bracie... albo...
Albo co?
Ukarzesz mnie?
Dość tego!
Może i jesteś szalony, ale nauczę cię pokory, bracie Smert.
Powiedz mi.
Uderzyłbyś brata?
Jeśli taka byłaby wola Matki.
To absurd, bracie Smert.
Tak?
Uderz mnie.
Nie zamierzam podsycać twojego szaleństwa.
Dobrze.
W takim razie dam ci „zachętę”.
Tak, tak! Dokonałeś tego.
...Co... co chcesz powiedzieć?
Słyszałem Ją... Wielką Matkę.
...Matka... ona tu jest.
Ona mówi, że muszę... nauczyć pokory także ciebie.
Powstań, bracie Smert.
Proszę... bracie... przestań...
Widzisz Ją teraz?
...Co? Kogo?
W takim razie obawiam się, że musimy kontynuować.
Co? Boisz się?
Wypowiadasz same właściwe słowa... i jesteś taki pobożny.
Ale to wszystko pozory, prawda?
Spędzasz na kolanach więcej czasu niż przeciętna dziwka.
A mimo to z dziwki przynajmniej jest jakiś pożytek.
Wystarczy.
No dalej.
Uderz mnie.
Wszystko muszę robić sam?